Przenikliwym zimnem i porywistym wiatrem powitało mnie Porto. W powietrzu czuć było zapach rewolucji. Nie zdziwiło mnie to bardzo, bo to buntownicze miasto zawsze było pod prąd. To tutaj urodził się Henryk Żeglarz, który "wypchnął" Portugalię na szerokie wody oceanów i zrobił z niej światowe imperium. To tu rozpoczął się bunt przeciwko, podbijającej kraj, armii napoleońskiej. Wreszcie tutaj, mieszkańcy dawnej stolicy Portugalii wzniecili bunt, kiedy markiz de Pombal zarządził nowe regulacje handlem winem porto. Czyżbym dzisiaj był świadkiem początków jakiejś, nowej, medialnej rewolucji?
Jednak opowieść o samym Porto przełożymy na jeden z następnych postów, ponieważ tym razem przyjechałem tu na Międzynarodowy Kongres Dziennikarstwa Internetowego. Ktoś może zapytać, i cóż w tym takiego niezwykłego? No cóż, choćby zaproszeni światowej sławy goście czy debata znanych osób z portugalskich mediów, które niezwykle szczerze mówiły o sytuacji w portugalskich i światowych mediach. Jednym z nich był Mark Deuze z Uniwersytetu w Amsterdamie...
Hmh... to że dziennikarstwo na całym świecie schodzi na psy wiadomo od dawna. Widać to choćby po spadku czytelnictwa i sprzedaży prasy. Przecież nikt nie da się bez końca oszukiwać. Widać to po płytkości programów telewizyjnych, czy choćby politycznej "sprzedajności", nie tylko, polskich dziennikarzy. Brak obiektywności w przekazach powoduje, powoduje, że przestajemy wierzyć mediom, a przez to nie chcemy płacić za subiektywne lub partyjne bzdury. Wydaje się, że jedynym wyjściem, oczywiście jeżeli interesuje nas to co się dzieje dookoła, jest oglądanie czy czytanie informacji z wielu skrajnie zróżnicowanych mediów i wyciąganie własnych wniosków. Ale czy każdy z nas ma na to czas i chęci? Nie tędy chyba droga.
Oczywiście ktoś teraz powie przecież nie ma prawdy obiektywnej. Sam mistrz dobrego dziennikarstwa Melchior Wańkowicz przecież napisał, że obiektywność jest jak lustro. Zależnie z której strony spojrzymy, rzeczywistość jest trochę inna. Całkiem jak my sami w lustrze. Problem, żebyśmy to ciągle byli my, a nie całkiem ktoś inny, z dorobionym nosem i uszami.
Dzisiejsze media często chcą nam wmówić, że czarne to białe lub na odwrót. Taka oczywista, oczywistość, a jeżeli ktoś nie jest z nami jest przeciwko nam.
Po części jest to zrozumiałe, w końcu dziennikarz też człowiek. Musi żyć, nakarmić rodzinę, a przeciwstawianie się siłom politycznym czy potężnym koncernom nie jest lukratywne i rzadko przynosi zyski. Łatwiej robić swoje, słuchać jedynej słusznej racji i nie wychylać się. Iść pod prąd jest naprawdę ciężko... TYLKO PO JAKĄ CHOLERĘ BYĆ WTEDY DZIENNIKARZEM ? Przecież można być piekarzem, kierowcą, sprzedawcą... kim tylko chcemy. Bez nacisków, wygodnie i w miarę spokojnie. Zatem wszyscy się chyba zgadzamy, dobry dziennikarz musi być przede wszystkim niezależny. Zatem jeżeli jest to, prawie niemożliwe w rozgłośniach radiowych i telewizyjnych, oraz prasie, to gdzie? Oprócz murów i listów w szufladzie, jest tylko jedno miejsce - INTERNET. Wiem, co teraz chcecie powiedzieć i zgadzam się. To kraina niczym ta rodem z Władcy pierścieni, pełna trolli i innych internetowych orków na usługach ciemnej strony. Ok. zgadzam się, ale jest to też kraina elfów i można w nim znaleźć prawdziwe dziennikarskie Shire. Jest dużo ludzi, którzy w to wierzą...
Wrodzony optymizm pozwala mi wierzyć, że to początek nowej medialnej rewolucji, Jeżeli tkwi w Was choćby tylko odrobina poszukiwaczy prawdy już teraz możecie rozpocząć swoje internetowe poszukiwania i nauczyć oddzielać się ziarno od plew...
P.s.
Na V Międzynarodowym Kongresie Dziennikarstwa Internetowego nie obyło się również bez polskiego akcentu. O polskim filozofie i eseiście Zygmuncie Baumanie wspomniał podczas otwarcia kongresu Mark Deuze. A ja chciałem podziękować, za to, że mogłem uczestniczyć w kongresie mojemu profesorowi Pedro Jeronimo, który był również jego organizatorem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz