sobota, 12 listopada 2016

Czas jest wielkością względną...

W Afryce ludzie nie przejmują się za bardzo czasem i podobnie jak starożytni Egipcjanie żyją często od jednego wylewu Nilu do następnego. Nie chowają się do cienia o godzinie 11.50, tylko wtedy, kiedy robi się zbyt gorąco, by funkcjonować na słońcu. Wydaje ni się, że są często szczęśliwsi i mniej zestresowani niż my... Żyjemy pod wielką presją CZASU, który w naszej kulturze jest wszechobecny i wszechogarniający. Portugalia leżąca na skraju Europy, tak naprawdę zawieszona jest pomiędzy dwoma światami. Będąc europejskim krajem, egzystuje jakby poza czasem. I to nie tylko na zegarze wioskowej, kościelnej wieży...


Nikt nie robi problemu, że wykładowcy spóźnią się o znacznie więcej niż "akademicki kwadrans", a studentom przychodzącym na wykłady godzinę później, nikt nie robi wyrzutów. Najdziwniejsze jest w tym to, że w żaden sposób nie wpływa to na jakość nauki. Podobnie jest wszędzie, ludzie czekający na miejski autobus, który miał przyjechać, np. o 13.36, jak gdyby zdają się nie zauważać, tego że przyjechał 30 minut później. Tutaj człowiek zapanował nad czasem, a przynajmniej często go nie zauważa. Muszę przyznać, że komuś dla kogo angielska maksyma Don't waste my time jest nieco bliższa, trudno się do tego przyzwyczaić... No cóż chyba lubimy żyć po presją czasu, życie wtedy wydaje się bardziej poukładane, ale czy szczęśliwsze?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz