Kochanka Mondego przywitała nas nocą...
Decyzje zostały podjęte, zatem po krótkich przygotowaniach i równie małych zakupach wyruszyliśmy w drogę, niczym Frodo Baggins z Shire. Po internetowym rekonesansie i zakupie przewodników po Portugalii, byliśmy prawie gotowi. Najbardziej nurtowało mnie pytanie o pogodę jaka panuje w Portugalii podczas zimy, ostatecznie jednak, po przejrzeniu internetu, grube kurtki pozostały w mojej szafie czekając na przyszłoroczną zimę. Ze smutkiem przyjąłem do wiadomości, że bałwana w tym roku lepić nie będę. Pocieszała mnie jednak perspektywa piaszczystych plaż Algarve ;-), pięknych i ciepłych przez cały rok.
W końcu wylecieliśmy z Warszawy prosto do Porto. Nad chmurami, które tym razem zazdrośnie, widoki na całą Europę pozostawiły dla siebie, Porto to miasto tak piękne, ze w najbliższym czasie poświęcimy mu na pewno więcej niż 1 dzień i kilka butelek porto ;-). Tymczasem na lotnisku w Porto czekał już na nas zamówiony wcześniej fiacik 500, mały okrąglutki, ale za to z wielką duszą, o czym nieraz miałem się przekonać na wąskich i stromych uliczkach Coimbry.
Gdy późnym wieczorem wjeżdżaliśmy do miasta, byliśmy już pewni, że dokonaliśmy słusznego wyboru. Wybitny polski historyk Franciszek Ziejka, który założył na Uniwersytecie Lizbońskim pierwszy lektorat języka i kultury polskiej nazwał Coimbrę Kochanką Mondego
"...Mondego, tak żywo przywołujący w mej pamięci rodzinny Dunajec...przed ujściem znalazł swą oblubienicę Coimbrę..."
Przypominając sobie te słowa i patrząc na przepięknie oświetlone nocą miasto, pomyślałem sobie - nie tak łatwo Mondego twój rywal właśnie przybył...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz