środa, 9 listopada 2016

Ocean wzywał od wieków...

To prawda, ocean wzywał od wieków... żeglarzy, odkrywców i zwykłych śmiertelników, którzy patrzyli z przerażeniem i pasją na jego potęgę z brzegu. Mnie również dopadł ten syreni śpiew, zatem nie było wyjścia. Wyruszyłem na spotkanie z ryczącą bestią do miejsca, w którym ląd wbija się najbardziej w jej mokry, hipnotyzujący brzuch. Do najdalej wysuniętego na zachód miejsca w całej Europie, Cabo da Roca. Być może to również tutaj patrzyli w dal planując swoje wyprawy portugalscy odkrywcy Vasco da Gama i Ferdynand Magellan.


Pomyśleć tylko, że ci ludzie pływali po całym świecie, po to żebyśmy mogli sobie doprawić poranną jajecznicę z boczkiem ;-) A tymczasem drugi z nich podczas poszukiwania drogi do przypraw, sam został zjedzony. Myślę jednak, że sens tych poszukiwań był o wiele głębszy i z taką myślą patrząc na zachód słońca w Cabo da Roca planuję swoją następną wyprawę...


sobota, 5 listopada 2016

Luis de Camoes nie wiedział o naszym przybyciu...

Luis de Camoes .. nie wiedział o naszym przybyciu, a nawet nie miał prawa wiedzieć, ponieważ urodził się jakieś 500 lat wcześniej. Nas jednak nie usprawiedliwiało nic! Nie wiedzieliśmy o istnieniu portugalskiego Mickiewicza, zanim nie zamieszkaliśmy na ulicy jego imienia.
Po miejscach, które oglądaliśmy wcześniej, to, mimo wyższej ceny wydało nam się pałacem z widokiem na całą Coimbrę...no prawie całą ;-)



Wreszcie,,, pozostało tylko rozpakowywanie walizek i wspólny wieczór z naszymi nowymi współlokatorami, którymi okazało się pięcioro portugalskich studentów... no to będzie wesoło ;-)



piątek, 4 listopada 2016

48 godzin poszukiwań...

Coimbra przywitała nas 28 stopniowym upałem, co zważywszy na porę roku było zupełnie niezłym rezultatem. Niekoniecznie było to jednak idealna temperatura do poszukiwania mieszkania i niekończących się wspinaczek stromymi uliczkami miasta. Poszukiwania swego miejsca na ziemi, na następne kilka miesięcy zajęły nam 48 godzin. Błogosławiłem pomysł wynajęcia samochodu i rezerwacji hotelu. Fiacik 500 radził sobie dzielnie, jednak większość tras, ze względu na zakazy i tak musieliśmy pokonywać pieszo. Prawie wszędzie na świecie szukając mieszkania korzysta się z internetu, lokalnej gazety, agencji mieszkaniowej lub polskiego sklepu z ogłoszeniami na szybie. Otóż w Portugalii jest inaczej, ogłoszenia takie wiszą po prostu na słupach i budkach telefonicznych, najczęściej w pobliżu wyższych uczelni.

 Na nasze szczęście dowiedzieliśmy się o tym już w drugim dniu pobytu ;-). Po spisaniu kilkudziesięciu numerów telefonów i "obdzwonieniu" ich wszystkich okazało się, że mamy kolejny problem. Nasze nadzieje, że większość Portugalczyków posługuje się językiem angielskim okazały się płonne. My natomiast po portugalsku umieliśmy cztery, aczkolwiek bardzo ważne słowa; obrigado, bom dia, boa tarde i por favore. Słowa te bardzo się nam przydały, ale tylko na początku i na końcu rozmowy. Cały "środek" pozostał nieodgadniony, zarówno dla jednej jak i drugiej strony ;-). Mimo braku lingwistycznych, ale dzięki innym naszym wrodzonym zdolnościom pooglądaliśmy w końcu kilka mieszkań. Ich ceny wprawdzie były bardzo zachęcające, jednak zamieszkanie byłoby tylko możliwe przy natychmiastowym zakupie i szybkiej konsumpcji co najmniej kilku butelek mocnego portugalskiego wina. Stan ogólny, brak ogrzewania i mocno nadwyrężony, przeciekający dach spowodował, że bardzo szybko podziękowaliśmy, mimo niskiej ceny. A wspomnianą konsumpcję przenieśliśmy w czasie do momentu znalezienia lokum. Zajęło nam to 48 godzin...

czwartek, 3 listopada 2016

Kochanka Mondego przywitała nas nocą...

Kochanka Mondego przywitała nas nocą...

Decyzje zostały podjęte, zatem po krótkich przygotowaniach i równie małych zakupach wyruszyliśmy w drogę, niczym Frodo Baggins z Shire.  Po internetowym rekonesansie i zakupie przewodników po Portugalii, byliśmy prawie gotowi. Najbardziej nurtowało mnie pytanie o pogodę jaka panuje w Portugalii podczas zimy, ostatecznie jednak, po przejrzeniu internetu, grube kurtki pozostały w mojej szafie czekając na przyszłoroczną zimę. Ze smutkiem przyjąłem do wiadomości, że bałwana w tym roku lepić nie będę. Pocieszała mnie jednak perspektywa piaszczystych plaż Algarve ;-), pięknych i ciepłych przez cały rok. 
W końcu wylecieliśmy z Warszawy prosto do Porto. Nad chmurami, które tym razem zazdrośnie, widoki na całą Europę pozostawiły dla siebie,  Porto to miasto tak piękne, ze w najbliższym czasie poświęcimy mu na pewno więcej niż 1 dzień i kilka butelek porto ;-). Tymczasem na lotnisku w Porto czekał już na nas zamówiony wcześniej fiacik 500, mały okrąglutki, ale za to z wielką duszą, o czym nieraz miałem się przekonać na wąskich i stromych uliczkach Coimbry. 
Gdy późnym wieczorem wjeżdżaliśmy do miasta, byliśmy już pewni, że dokonaliśmy słusznego wyboru. Wybitny polski historyk Franciszek Ziejka, który założył na Uniwersytecie Lizbońskim pierwszy lektorat języka i kultury polskiej nazwał Coimbrę Kochanką Mondego 
"...Mondego, tak żywo przywołujący w mej pamięci rodzinny Dunajec...przed ujściem znalazł swą oblubienicę Coimbrę..." 
Przypominając sobie te słowa i patrząc na przepięknie oświetlone nocą miasto, pomyślałem sobie -  nie tak łatwo Mondego twój rywal właśnie przybył...



wtorek, 1 listopada 2016

Narodziny... w wodach Mondego

Wschód czy Zachód? - oto jest pytanie...


Erasmus, moim skromnym zdaniem to jeden z najciekawszych pomysłów Unii Europejskiej. Na początku niewiele na ten temat wiedziałem. Jeden z moich wykładowców, kiedy dowiedział się o moim zamiarze skomentował krótko, "...a jedziesz na Orgasmus". Niestety później, ku zmartwieniu mojego kolegi ze studiów, który później wyruszył wraz ze mną, okazało się, że to niekoniecznie pokrywa się z rzeczywistością, a nauki jest całkiem sporo ;-).
Zapadła decyzja, JADĘ ! Wszak przyszły zawód dziennikarza jest wymagający i wymaga zbierania ciągle nowych doświadczeń. Trochę papierkowej roboty, wybór uczelni i przedmiotów, które będą pokrywały się, z tymi, które mamy w Polsce, ale przede wszystkim wybór miejsca na mapie Europy.
Do wyboru mieliśmy trzy państwa Niemcy, Turcję i Portugalię. Niemcy odpadły na samym początku, choćby tyko z powodu tego, że kilka razy już je odwiedziłem. Turcja, jest niezwykle pięknym i ciekawym krajem, lecz ostanie wydarzenia pokazały, że niekoniecznie bezpiecznym. Chociaż czołgi na ulicach potrafią być wdzięcznym tematem fotografii, która jest moją pasją ;-). Mieliśmy jechać we wrześniu na semestr zimowy, więc wybór ciepłej i oblanej falami oceanu Portugalii był zupełnie naturalny i oczywisty. Myśl o dobrym i niedrogim winie oraz pomarańczach zrywanych prosto z drzewa tylko przypieczętowała ten wybór. 
Po pierwszym, czekał nas kolejny wybór. Mogliśmy wybrać tylko jedną spośród trzech portugalskich uczelni. Po odrzuceniu niezwykle kuszącej Lizbony, wybór padł na niezwykłe miasto Coimbra, Położoną pomiędzy Lizboną a Porto. Jedno z najstarszych miast uniwersyteckich świata, położone pośród wielu malowniczych wzgórz nad rzeką Mondego...